






 |
|
|
|
|
| Sierpień
2010 - KASKADERZY
ZE SZKOŁY MARKA SOŁKA |
|
Z inicjatywy Włodka Kołakowskiego (Kołakowski
Horse
Centre) i pod jego kierownictwem odbyły się u nas kursy dla kaskaderów
i
uczniów Szkoły Kaskaderów Filmowych „13” Marka Sołka. Założenie było
dosyć
karkołomne: mieliśmy nauczyć w trzy dni skutecznie jeździć osoby, które
w
większości nigdy nie siedziały na końskim grzbiecie. Gdybyśmy
powiedzieli im,
że konie są mięsożerne pewnie uwierzyliby,
nie uwłaczając ich inteligencji. Po prostu
żółtodzioby :-) Ponadto oprócz jazdy konnej musieli poznać zasady
obsługi i
karmienia koni, a także orientować się w sprzęcie jeździeckim. Mieliśmy
trzy
grupy po ok. 10 osób. Kurs kończył się egzaminem – nieprostym
bynajmniej:
oprócz trudnego dla początkujących schematu do przejechania był test
teoretyczny oraz praktyczna kontrola wiedzy na temat obsługi konia
przed i po
jeździe.
Nasi
podopieczni spisali się doskonale, ciężko pracowali,
ale cel został osiągnięty: absolutna większość zdała egzamin, kilka
osób na
naprawdę dobrym poziomie. Trzeba przyznać, że zawojowali nas dyscypliną
wewnętrzną i... odpornością na ból ;-) Poza tym wszystkie grupy były
bardzo
sympatyczne, dzięki czemu pracowaliśmy w świetnej atmosferze.
|





fot. Karina
Szafrańska |
|
|
|
| 2-6.
sierpnia
2010 - ZLOT
TOLKIENOWSKI |
|
W tych
dniach miał u nas miejsce zlot Gliwickiego
Stowarzyszenia Miłośników Śródziemia. W naszym ogrodzie i na
pastwiskach
zaroiło się od elfów, nazguli, piratów i innych postaci rodem z „Władcy
pierścieni”. Zlot miał swoją fabułę zgodnie z którą uczestnicy mieli
wykonać
szereg zadań, a nasz okoliczny las zmienił się na ten czas w Mroczną
Puszczę.
Martwiliśmy się jedynie o stan psychiczny pracujących tam pilarzy, choć
być
może widok nazgula w krzakach mógł u niejednego z nich wpłynąć dodatnio na wolę przystąpienia do AA.
|
 |
|
A oto linki do albumów
fotograficznych:
zdjęcia Falmariel i Belegariona
zdjęcia Margit
|
|
|
|
| 5.
lutego
2010 - REKLAMÓWKA WOJTKA |
Powstała
nowa reklamówka Wojtka - to co tygrysy lubią najbardziej: dużo, duuużo
ognia :-) Zapraszamy!

FILM >
|
|
|
|
| |
|
| 30.
stycznia
2010 - NADESZŁA ZIMA |
| Zima wyjątkowa. Rodzina
Szinuków powiększyła się o nową członkinię – malutką Julkę, córeczkę
Małgosi i
Wojtka. Jula przyszła na świat w sobotę 2-go stycznia. Chowa się
doskonale i
rośnie jak na drożdżach. Życzymy jej wszystkiego najlepszego już na
samym
starcie. |
 |
|
Tegoroczna
zima
zaskoczyła ilością śniegu. Tutaj pod Płońskiem wszyscy się odkopują.
Zaspy
sięgają metra. Nawisy śnieżne na dachach tworzą fantazyjne formy, a
sople lodu
straszą ciężarem.
Nie
tylko w górach zima
jest piękna. Na Mazowszu również można poczuć frajdę ze scenerii rodem
z
pocztówek ze Świętym Mikołajem.
Przysypało
solidnie
drogi, pola i las. Na grzbiecie konia wjeżdża się w każdą zaspę, żadna
droga
nie jest straszna. Wycieczki stają się doskonałą przygodą w
zapierających dech
zimowych plenerach. Konie brną po kolana w śniegu. Trzeba tylko uważać,
aby nie
przemarznąć w siodle. Bo mróz rzadko kiedy odpuszcza. Ale jak odpuści,
a śnieg
zmienia się w sypki puch, wtedy jazda staje się najczystszą
przyjemnością. Dla
koni i dla ludzi. Czuć, że zwierzęta aż wyrywają do szybszego biegu. Z
siłą
tarana przebijają drogę przez zasypane połacie lasu. A ty siedzisz i
podziwiasz
przygniecione śniegiem drzewa czy połyskujące zielenią młodniki. Można
też jechać
na azymut, bo teraz niestraszne rowy, doły czy koleiny. Wszystko
wyrównała
gruba pokrywa śniegu.
Tylko zmotoryzowani
narzekają. Jak napada i nawieje, podróż do drugiego końca wsi staje się
wyprawą
ekstremalną. W Strzembowie na utwardzonych drogach zakopują się
samochody nawet
z napędem na cztery koła. Nie wspominając o delikatnych osobówkach.
Jeżeli pług
nie odśnieży, wtedy jak dawniej mieszkańcy muszą brnąć przez zaspy na
piechotę.
Byle do wiosny!
Ewa Marynowska
|
|
fot. Ewa
Marynowska
|
|
|
|
|
|
| 15.
grudnia
2009 - WSPOMNIENIE LATA :-) |
|
Miło jest
wspomnieć upalne dni,
kiedy za oknem zbiera się na śnieg. Już dawno chciałam napisać klika
słów na
temat najazdu na Szinuk grupy z Częstochowy dosiadającej stalowych
rumaków.
Anioły piekieł spod Jasnej Góry zawitały do nas pod wodzą Mariusza
Floriana,
który oprócz pasji motocyklowej jest zapalonym koniarzem, a także
doskonałych
chiropraktorem i masażystą koni. Zerknijcie proszę na kilka przysłanych
przez
niego zdjęć: ognisko, jurta, słońce ....
Gosia M.
|
 |


fot.
Mariusz Florian i jego ekipa |
|
|
|
|
|
| 17.
listopada
2009 - DO STAJNI PRZYJECHAŁ KAROL GUSTAW |
| Karol Gustaw jest
Zosi.
Ma długą, ciemna grzywę i siwą sierść. Niepozorny, ale zdecydowanie
urodziwy.
Pełen wigoru, jak przystoi na ogierka rasy Welsh pony. Przy tym w typie
inteligenta, co widać po wyrazie jego oczu.
Karol
Gustaw to pseudonim - faktyczne jego imię brzmi Little Ear, ale z racji
urodzenia w dalekiej Szwecji naturalnie został nazwany Karolem
Gustawem. Krócej - po prostu Karolem.
|
 |
|
Wojtek
od dawna szukał konika odpowiedniego dla Zosi; Karola
zaproponowała mu zaprzyjaźniona hodowczyni, pani Iwona Ropica z Mazur.
Tam Karol od dłuższego czasu był bezrobotny
i obrastał niezasłużonym tłuszczem. Pora najwyższa była, by to zmienić
choćby
dlatego, że stosunkowo młodego wiekiem ogierka rozrywał nadmiar energii
i
przerost poczucia własnego Ego. Pani Iwona i Wojtek postanowili
połączyć temperamenty żywiołowej 9-latki i 7-letniego kucyka.
Oczywiście Wojtek przed odbiorem rumaka "przetestował" go
pracując
z Karolem na lonży - wstępna próba wyszła pomyślnie.
Pierwszym
zajęciem
ogierka w nowej stajni było zabronowanie roundpenu, a później całej
ujeżdżalni, pod wodzą Wojtka. Przy okazji okazało się, że Karol nie
tylko woził na
grzbiecie dzieci, ale został skutecznie przysposobiony do zaprzęgu.
Dzięki
takiemu „rozprężeniu” nabuzowany kilkumiesięcznym lenistwem ogierek
złapał
kontakt z otoczeniem i mógł przyjąć na grzbiet siodło.
Zosia
wsiadła na niego
dopiero, gdy został dokładnie sprawdzony przez kolegę Tomka, który przy
okazji
wziął na siebie serię jego baranów.
Od
samego początku
Karol zachwycił wszystkich spokojnym zachowaniem wioząc Zosię na swoim
grzbiecie.
Był posłuszny i wiedział czego się od niego oczekuje. Orlik czuwał na
końcu
lonży. Nie obyło się bez nerwów Gosi i zaciskania kciuków wszystkich
oglądających. Pierwszą jazdę Zosia zakończyła z uśmiechem na twarzy. Po
niej
przyszły następne…
Wojtek
nie omieszkał
już pierwszego dnia pracy z Karolem nauczyć go kładzenia i siadania.
Odkrył w
ogierku talent do elementów tresury i zaczął snuć śmiałe plany
włączenia Karola
do programu kaskaderskiego. Z udziałem Zosi, która dzięki Karolowi może
urosnąć
do roli gwiazdy
estrady.
Dla
Zosi własny koń to
nie tylko przyjemność. To również nowe obowiązki związane z dbaniem o
dobro
Karola, czyszczeniem go oraz sprzątaniem po nim. Na boksie wisi
własnoręcznie
wykonana przez Zosię tabliczka z imieniem Karola. Oryginalna
kolorystyka i
nietuzinkowa kompozycja zdradzają, że ogierek zajął u dziewczynki
szczególne
miejsce.
Jak dalej będzie, czas
pokaże.
Ewa Marynowska
|
|
|

fot. Ewa
Marynowska (zdj. tytułowe i pierwszy rząd)
i Gosia Maciejewska (drugi rząd)
|
| |
|
|
16. listopada
2009 - BAŚKA, MIEJSCOWA SEKSBOMBA
|
Baśka już dawno nie powinna chodzić po tej ziemi.
Trudno w to uwierzyć, oglądając na padoku klacz pełną wigoru. Ona ma
przecież 30
lat (tako rzecze weterynarz)! W tym większość lat ciężkiej pracy na
chłopskim
polu, przetykanych licznymi ciążami i porodami.
Do
stajni Szinuk Baśka trafiła kilka lat temu, bo
widocznie los tak chciał. Ale początki znajomości z Baśką nie napawały |
 |
| optymizmem.
Stała u sąsiadów. Zachorowała na nogi. Bardzo poważnie. Praktycznie
nie chodziła. Dla ówczesnych właścicieli była już tylko kłopotem.
Małgosia i
Orlik pomagali im kurować kobyłę, aby choć ostatnie lata mogła przeżyć
w miarę
komfortowo.
Jakie
było ich zdziwienie, gdy po polepszeniu stanu
Baśki, z dnia na dzień sąsiad przeznaczył ją na transport w jedną
stronę.
Przecież mogła już stać na własnych nogach. To wystarczyło. Gospodarz
nie
rozumiał, dlaczego nadal ma trzymać Baśkę u siebie. Takiego darmozjada.
Z
ogromną pomocą przyjaciół, kwota wyznaczona na
wykupienie Baśki od chłopa została
uzbierania. W ostatniej chwili. Baśka wygrała
na loterii swoją kolejną życiową
szansę .
Lecz
jej przyszłość nadal nie była pewna. Klacz ledwo
powłóczyła nogami. Znajoma weterynarz stwierdziła, że dobrze będzie
jeżeli
Baśka w ogóle będzie stępować po padoku. Na więcej nie było co liczyć.
Przecież
dożywała swoich lat. Przyjaciel – kowal, zobowiązał się dobrowolnie do
końca
życia Baśki za darmo korygować jej kopyta. Podjął się poważnego
wyzwania, bo
Baśka po chorobie potrzebowała solidnej wiedzy podkuwacza. I to z
konsultacjami
u zagranicznych fachowców. Chyba kowal nie przypuszczał, że koń w tak
ciężkim
stanie może przeżyć lata. Czego się nie robi dla steranego pracą i
niedogodnościami konia!
Kobyła
Baśka na nowym miejscu – nadspodziewanie
szybko - zmieniła się nie do poznania. Jedzenie do syta i właściwe
traktowanie
obudziły w niej prawdziwy wulkan życiowej energii. Kobyła nie tylko
odżyła, ale
wręcz odmłodniała!
Wyszło
przy okazji jakie z niej „ziółko”. To już nie
był koń na końcu swojej drogi. O nie! Babcia po łące nie tylko
stepowała, ale
wręcz ….. galopowała! Kobieta ewidentnie wzmocniła swoje Ego. Zaczęła
pokazywać
w obejściu „pazury”. Ustawiała inne
konie oraz …. zaczęła wyraźnie zalecać się do ogierów i wałachów. Bo
jednym z
nadspodziewanych efektów reinkarnacji Baśki erupcja hormonów. Gdzie nie
spojrzeć – kobyła widziała obiekt swoich westchnień. O czym wyraźnie
dawała
sygnały werbalnie i wizualnie.
Obecnie
Baśka jest doskonale odżywioną, pełną sił
witalnych klaczą, z diabelskim błyskiem w oku. W żadnym razie nie
wygląda na
padoku na 30letnią babcię! I niech tak będzie jeszcze przez długie
lata… Tego
jej wszyscy życzymy
Ewa Marynowska
|


fot. Ewa
Marynowska
|
PS.
Choroba, na którą cierpiała Basia był to zaawansowany ochwat; jak
stwierdziła nasza pani doktor - nie pierwszy w życiu spracowanej
klaczy. Tym razem jednak rozpoczął się u niej proces rotacji kości
kopytowej, który w przypadku niepowodzenia kuracji musiałby skutkować
decyzją o eutanazji.
Akcja "Barbara" powiodła się dzięki
zaangażowaniu wielu osób, przede wszystkim panu Zbyszkowi i pani
Alicji. Chcielibyśmy podziękować także innym wolontariuszom: naszej
znakomitej pani weterynarz - pani Marysi Adamowicz, która służyła nam
fachowym wsparciem i całym sercem zaangażowała się w pomoc
Baśce,
a także doskonałemu podkuwaczowi, mistrzowi i nauczycielowi Wojtka -
Tomkowi Falkowskiemu, dzięki któremu kopyta Baśki są dzisiaj w
doskonałym stanie. Pozdrawiamy!
Gosia i Wojtek
|
|
|
|
|
|
|
10.
października 2009 – PO
LETNIM SEZONIE
Jesień w
Szinuk
Ranch napawa optymizmem. Wiele włożonej pracy, wysiłków i starań
przyniosło
nadspodziewane efekty.
Po pierwsze,
Małgosia i Wojtek spodziewają się potomka (lub potomkini?). Nowy
członek
rodziny zawita na początku zimy.
Po drugie,
sama
stajnia się rozrasta. Powstała przybudówka do stajni. Przybycie nowych
koni zrodziło
konieczność przebudowania także drewnianej paszarni i stworzenia z niej
przytulnego miejsca dla dwóch czworonogów. Taka ekologiczna stajenka.
Z
prywatnym nocnym wybiegiem.
Wojtkowi
udało się
wydzierżawić dodatkowe łąki na pastwiska dla koni. Całe stado na dzień
przenosi
się o kilkaset metrów na pole sąsiadów. Nawet teraz zwierzaki mają tam
trawę do
jedzenia.
|
 |
| Praca w
obejściu
rancza nie ma końca. Dzięki ogromnej pomocy Mirka – taty Orlika – oraz
chłopaków z DeSKi i przyjaciół. Wszystko własnym sumptem. Od świtu do
nocy. A
to kładą dach, a to remontują siodlarnię, a to ocieplają budynek
mieszkalny.
Nie mówiąc o takich „drobiazgach” jak wyrównanie drogi czy wykończenie
bramy
wjazdowej. Dbałość o szczegóły na każdym kroku.
Nadal
wiele przed
nimi roboty. Zawisł temat wybudowania antresoli w saloniku
przeznaczonym dla
gości. Na razie czeka na ekipę wykonawczą. Aż szkoda by było nie
wykorzystać
góry wysokiego salonu na dodatkowe miejsca na nocleg dla gości. Warunki
turystyczne. I takie pozostaną.
Co
odważniejsi,
nadal uskuteczniają spanie w jurcie. Jurta przyciągnęła latem do rancza
nowych
gości. Prawdziwa, rzadka atrakcja turystyczna. Do tego niezastąpiona
jako
wyróżniający element krajobrazu. Widać ją z daleka. Nie ma osoby, która
by nie
zwróciła na jurtę uwagi, przejeżdżając drogą wzdłuż ogrodzenia.
Przy stajni
Orlik
wybudował kilka osobnych kojców dla psów. Ilość szczekających
czworonogów
wzrosła na ranczo niemiłosiernie. Każdy ma
osobowość, każdy
jest niepowtarzalny. Również niemal każdy z nich ma za sobą
wstrząsającą
historię zaniedbania i porzucenia. Tutaj kilkanaście psów znalazło
swoją
przystań. Ale ciągle napływają nowe… Ranczo pęka w szwach.
Ewa Marynowska
|
|
|
|
|
|
| 30.
sierpnia
2009 - GOŚĆ Z (DOŚĆ) DALEKA |
Dwa
tygodnie sierpnia spędziliśmy w bardzo miłym towarzystwie, odwiedziła
nas bowiem Dominika z Brukseli. Pilnie i w skupieniu zgłębiała tajniki
pracy z ziemi (głównie w towarzystwie El Bimbo zwanego Bimbusiem) oraz
jeździectwa na grzbietach Hrabala i Malowanego. Pracowicie też
rozpuszczała nasze psy i koty, w czym osiągnęła zdumiewające rezultaty
:-)
Dużo dyskutowaliśmy na temat jeździectwa w Belgii i w Polsce,a
także opieki nad bezdomnymi zwierzakami. Hmm, pod tym ostatnim względem
jesteśmy mocno z tyłu za Belgami. Za to Dominika u nas poraz pierwszy
jadła BÓB! Cóż, co kraj to obyczaj... Poniżej kilka zdjęć
zrobionych przez Dominikę, która zapowiada, że się pojawi w przyszłym
roku. Pozdrawiamy! |
| |
|


 |
|
|
|
|
|
8. maja
2009 - STAWIAMY JURTĘ!
Dzisiaj
rano mieliśmy "najazd mongolski": grupa 7 Mongołów zaprzyjaźnionych z
animatorem szlaku jurt, Witkiem Fedorowiczem, pojawiła się, aby nas
wspomóc w stawianiu jurty. Podobno trzy kobiety mongolskie stawiają
taki namiot w ciągu godziny - nam zajęło to nieco dłużej, bo większość
naszych gości znała jurty ... jedynie z dzieciństwa. Potem odbył się
wspólny grill oraz odpędzanie wszelkich złych duchów za pomocą
oryginalnego mongolskiego bębna.
|

|
|
Wnętrze
jurty ma niepowtarzalną atmosferę - po napaleniu w piecu było
tam ciepło, ale nie duszno, pachniało drzewem. Zapraszamy
wszystkich Gości do korzystania z tego oryginalnego noclegu...
noclegi
/ szlak jurt
/ o jurtach |
|
8. maja
2009 - PRZYBYWAJĄ GOŚCIE
Korzystając
z długiego weekendu przybyła do nas zaprzyjaźniona grupa turystów
konnych - Ewa, Agnieszka, Krzysztof i Boguś. To już kolejna ich wizyta
w naszych progach. Jak zwykle sprawili nam ogromną przyjemność swoim
pobytem. Pojeździliśmy wspólnie konno, wiedliśmy długie rozmowy o
sprawach jeździeckich i nie tylko, a także zebraliśmy
pierwsze recenzje na temat spania w jurcie. Chyba połknęli
"mongolskiego bakcyla" :-)
Zapraszamy do zapoznania się z reportażu Ewy z pobytu w Szinuku:
http://wwr.com.pl/sport/reportaze/Majowka_w_Szinuk_Ranch.html
Strona Ewy, Agnieszki, Krzysia i Bogdana:
http://www.turystykakonna.net/
|
|
7. maja
2009 - NOWA STRONA SZINUKA
Witamy na
nowej stronie internetowej Stajni
SZINUK.
Strona zawiera wiele zmian w stosunku do poprzedniej - tak,
jak zmienił się z czasem profil naszej działaności. Nasze nowe pomysły,
nowe zainteresowania i nowe podejście do spraw jeździectwa mają
odzwierciedlenie w naszej stronie. Nie zmienia się nigdy jedno. Nasza
pasja - KONIE.
|
 |
|