






 |
|
|
|
| DOMENA www.szinuk.pl ZNOWU DZIAŁA !  |
| | | | | | | | 30. stycznia
2010 - NADESZŁA ZIMA | | Zima wyjątkowa. Rodzina
Szinuków powiększyła się o nową członkinię – malutką Julkę, córeczkę Małgosi i
Wojtka. Jula przyszła na świat w sobotę 2-go stycznia. Chowa się doskonale i
rośnie jak na drożdżach. Życzymy jej wszystkiego najlepszego już na samym
starcie. |  | |
Tegoroczna zima
zaskoczyła ilością śniegu. Tutaj pod Płońskiem wszyscy się odkopują. Zaspy
sięgają metra. Nawisy śnieżne na dachach tworzą fantazyjne formy, a sople lodu
straszą ciężarem.
Nie tylko w górach zima
jest piękna. Na Mazowszu również można poczuć frajdę ze scenerii rodem z
pocztówek ze Świętym Mikołajem.
Przysypało solidnie
drogi, pola i las. Na grzbiecie konia wjeżdża się w każdą zaspę, żadna droga
nie jest straszna. Wycieczki stają się doskonałą przygodą w zapierających dech
zimowych plenerach. Konie brną po kolana w śniegu. Trzeba tylko uważać, aby nie
przemarznąć w siodle. Bo mróz rzadko kiedy odpuszcza. Ale jak odpuści, a śnieg
zmienia się w sypki puch, wtedy jazda staje się najczystszą przyjemnością. Dla
koni i dla ludzi. Czuć, że zwierzęta aż wyrywają do szybszego biegu. Z siłą
tarana przebijają drogę przez zasypane połacie lasu. A ty siedzisz i podziwiasz
przygniecione śniegiem drzewa czy połyskujące zielenią młodniki. Można też jechać
na azymut, bo teraz niestraszne rowy, doły czy koleiny. Wszystko wyrównała
gruba pokrywa śniegu.
Tylko zmotoryzowani
narzekają. Jak napada i nawieje, podróż do drugiego końca wsi staje się wyprawą
ekstremalną. W Strzembowie na utwardzonych drogach zakopują się samochody nawet
z napędem na cztery koła. Nie wspominając o delikatnych osobówkach. Jeżeli pług
nie odśnieży, wtedy jak dawniej mieszkańcy muszą brnąć przez zaspy na piechotę.
Byle do wiosny! Ewa Marynowska
| fot. Ewa Marynowska | | |
| | | | 15. grudnia
2009 - WSPOMNIENIE LATA :-) | Miło jest wspomnieć upalne dni,
kiedy za oknem zbiera się na śnieg. Już dawno chciałam napisać klika słów na
temat najazdu na Szinuk grupy z Częstochowy dosiadającej stalowych rumaków.
Anioły piekieł spod Jasnej Góry zawitały do nas pod wodzą Mariusza Floriana,
który oprócz pasji motocyklowej jest zapalonym koniarzem, a także doskonałych
chiropraktorem i masażystą koni. Zerknijcie proszę na kilka przysłanych przez
niego zdjęć: ognisko, jurta, słońce .... Gosia M. |  |   fot. Mariusz Florian i jego ekipa | | |
| | | | 17. listopada
2009 - DO STAJNI PRZYJECHAŁ KAROL GUSTAW | | Karol Gustaw jest Zosi.
Ma długą, ciemna grzywę i siwą sierść. Niepozorny, ale zdecydowanie urodziwy.
Pełen wigoru, jak przystoi na ogierka rasy Welsh pony. Przy tym w typie
inteligenta, co widać po wyrazie jego oczu.
Karol
Gustaw to pseudonim - faktyczne jego imię brzmi Little Ear, ale z racji
urodzenia w dalekiej Szwecji naturalnie został nazwany Karolem
Gustawem. Krócej - po prostu Karolem. |  | |
Wojtek
od dawna szukał konika odpowiedniego dla Zosi; Karola
zaproponowała mu zaprzyjaźniona hodowczyni, pani Iwona Ropica z Mazur.
Tam Karol od dłuższego czasu był bezrobotny
i obrastał niezasłużonym tłuszczem. Pora najwyższa była, by to zmienić
choćby
dlatego, że stosunkowo młodego wiekiem ogierka rozrywał nadmiar energii
i
przerost poczucia własnego Ego. Pani Iwona i Wojtek postanowili
połączyć temperamenty żywiołowej 9-latki i 7-letniego kucyka.
Oczywiście Wojtek przed odbiorem rumaka "przetestował" go pracując
z Karolem na lonży - wstępna próba wyszła pomyślnie.
Pierwszym
zajęciem
ogierka w nowej stajni było zabronowanie roundpenu, a później całej
ujeżdżalni, pod wodzą Wojtka. Przy okazji okazało się, że Karol nie
tylko woził na
grzbiecie dzieci, ale został skutecznie przysposobiony do zaprzęgu.
Dzięki
takiemu „rozprężeniu” nabuzowany kilkumiesięcznym lenistwem ogierek
złapał
kontakt z otoczeniem i mógł przyjąć na grzbiet siodło.
Zosia wsiadła na niego
dopiero, gdy został dokładnie sprawdzony przez kolegę Tomka, który przy okazji
wziął na siebie serię jego baranów.
Od samego początku
Karol zachwycił wszystkich spokojnym zachowaniem wioząc Zosię na swoim grzbiecie.
Był posłuszny i wiedział czego się od niego oczekuje. Orlik czuwał na końcu
lonży. Nie obyło się bez nerwów Gosi i zaciskania kciuków wszystkich
oglądających. Pierwszą jazdę Zosia zakończyła z uśmiechem na twarzy. Po niej
przyszły następne…
Wojtek nie omieszkał
już pierwszego dnia pracy z Karolem nauczyć go kładzenia i siadania. Odkrył w
ogierku talent do elementów tresury i zaczął snuć śmiałe plany włączenia Karola
do programu kaskaderskiego. Z udziałem Zosi, która dzięki Karolowi może urosnąć
do roli gwiazdy estrady.
Dla Zosi własny koń to
nie tylko przyjemność. To również nowe obowiązki związane z dbaniem o dobro
Karola, czyszczeniem go oraz sprzątaniem po nim. Na boksie wisi własnoręcznie
wykonana przez Zosię tabliczka z imieniem Karola. Oryginalna kolorystyka i
nietuzinkowa kompozycja zdradzają, że ogierek zajął u dziewczynki szczególne
miejsce.
Jak dalej będzie, czas
pokaże. Ewa Marynowska
| | |

fot. Ewa Marynowska (zdj. tytułowe i pierwszy rząd) i Gosia Maciejewska (drugi rząd) | | | |
| 16. listopada
2009 - BAŚKA, MIEJSCOWA SEKSBOMBA | Baśka już dawno nie powinna chodzić po tej ziemi.
Trudno w to uwierzyć, oglądając na padoku klacz pełną wigoru. Ona ma przecież 30
lat (tako rzecze weterynarz)! W tym większość lat ciężkiej pracy na chłopskim
polu, przetykanych licznymi ciążami i porodami.
Do stajni Szinuk Baśka trafiła kilka lat temu, bo
widocznie los tak chciał. Ale początki znajomości z Baśką nie napawały |  | |
optymizmem. Stała u sąsiadów. Zachorowała na nogi. Bardzo poważnie. Praktycznie
nie chodziła. Dla ówczesnych właścicieli była już tylko kłopotem. Małgosia i
Orlik pomagali im kurować kobyłę, aby choć ostatnie lata mogła przeżyć w miarę
komfortowo.
Jakie było ich zdziwienie, gdy po polepszeniu stanu
Baśki, z dnia na dzień sąsiad przeznaczył ją na transport w jedną stronę.
Przecież mogła już stać na własnych nogach. To wystarczyło. Gospodarz nie
rozumiał, dlaczego nadal ma trzymać Baśkę u siebie. Takiego darmozjada.
Z ogromną pomocą przyjaciół, kwota wyznaczona na
wykupienie Baśki od chłopa została
uzbierania. W ostatniej chwili. Baśka wygrała na loterii swoją kolejną życiową
szansę .
Lecz jej przyszłość nadal nie była pewna. Klacz ledwo
powłóczyła nogami. Znajoma weterynarz stwierdziła, że dobrze będzie jeżeli
Baśka w ogóle będzie stępować po padoku. Na więcej nie było co liczyć. Przecież
dożywała swoich lat. Przyjaciel – kowal, zobowiązał się dobrowolnie do końca
życia Baśki za darmo korygować jej kopyta. Podjął się poważnego wyzwania, bo
Baśka po chorobie potrzebowała solidnej wiedzy podkuwacza. I to z konsultacjami
u zagranicznych fachowców. Chyba kowal nie przypuszczał, że koń w tak ciężkim
stanie może przeżyć lata. Czego się nie robi dla steranego pracą i
niedogodnościami konia!
Kobyła Baśka na nowym miejscu – nadspodziewanie
szybko - zmieniła się nie do poznania. Jedzenie do syta i właściwe traktowanie
obudziły w niej prawdziwy wulkan życiowej energii. Kobyła nie tylko odżyła, ale
wręcz odmłodniała!
Wyszło przy okazji jakie z niej „ziółko”. To już nie
był koń na końcu swojej drogi. O nie! Babcia po łące nie tylko stepowała, ale
wręcz ….. galopowała! Kobieta ewidentnie wzmocniła swoje Ego. Zaczęła pokazywać
w obejściu „pazury”. Ustawiała inne
konie oraz …. zaczęła wyraźnie zalecać się do ogierów i wałachów. Bo jednym z
nadspodziewanych efektów reinkarnacji Baśki erupcja hormonów. Gdzie nie
spojrzeć – kobyła widziała obiekt swoich westchnień. O czym wyraźnie dawała
sygnały werbalnie i wizualnie.
Obecnie Baśka jest doskonale odżywioną, pełną sił
witalnych klaczą, z diabelskim błyskiem w oku. W żadnym razie nie wygląda na
padoku na 30letnią babcię! I niech tak będzie jeszcze przez długie lata… Tego
jej wszyscy życzymy Ewa Marynowska
| 

fot. Ewa Marynowska | PS.
Choroba, na którą cierpiała Basia był to zaawansowany ochwat; jak
stwierdziła nasza pani doktor - nie pierwszy w życiu spracowanej
klaczy. Tym razem jednak rozpoczął się u niej proces rotacji kości
kopytowej, który w przypadku niepowodzenia kuracji musiałby skutkować
decyzją o eutanazji.
Akcja "Barbara" powiodła się dzięki
zaangażowaniu wielu osób, przede wszystkim panu Zbyszkowi i pani
Alicji. Chcielibyśmy podziękować także innym wolontariuszom: naszej
znakomitej pani weterynarz - pani Marysi Adamowicz, która służyła nam
fachowym wsparciem i całym sercem zaangażowała się w pomoc Baśce,
a także doskonałemu podkuwaczowi, mistrzowi i nauczycielowi Wojtka -
Tomkowi Falkowskiemu, dzięki któremu kopyta Baśki są dzisiaj w
doskonałym stanie. Pozdrawiamy!
Gosia i Wojtek | | |
| | |
|
10.
października 2009 – PO
LETNIM SEZONIE
Jesień w
Szinuk
Ranch napawa optymizmem. Wiele włożonej pracy, wysiłków i starań
przyniosło
nadspodziewane efekty.
Po pierwsze,
Małgosia i Wojtek spodziewają się potomka (lub potomkini?). Nowy
członek
rodziny zawita na początku zimy.
Po drugie,
sama
stajnia się rozrasta. Powstała przybudówka do stajni. Przybycie nowych
koni zrodziło
konieczność przebudowania także drewnianej paszarni i stworzenia z niej
przytulnego miejsca dla dwóch czworonogów. Taka ekologiczna stajenka.
Z
prywatnym nocnym wybiegiem.
Wojtkowi
udało się
wydzierżawić dodatkowe łąki na pastwiska dla koni. Całe stado na dzień
przenosi
się o kilkaset metrów na pole sąsiadów. Nawet teraz zwierzaki mają tam
trawę do
jedzenia.
|
 |
| Praca w
obejściu
rancza nie ma końca. Dzięki ogromnej pomocy Mirka – taty Orlika – oraz
chłopaków z DeSKi i przyjaciół. Wszystko własnym sumptem. Od świtu do
nocy. A
to kładą dach, a to remontują siodlarnię, a to ocieplają budynek
mieszkalny.
Nie mówiąc o takich „drobiazgach” jak wyrównanie drogi czy wykończenie
bramy
wjazdowej. Dbałość o szczegóły na każdym kroku.
Nadal
wiele przed
nimi roboty. Zawisł temat wybudowania antresoli w saloniku
przeznaczonym dla
gości. Na razie czeka na ekipę wykonawczą. Aż szkoda by było nie
wykorzystać
góry wysokiego salonu na dodatkowe miejsca na nocleg dla gości. Warunki
turystyczne. I takie pozostaną.
Co
odważniejsi,
nadal uskuteczniają spanie w jurcie. Jurta przyciągnęła latem do rancza
nowych
gości. Prawdziwa, rzadka atrakcja turystyczna. Do tego niezastąpiona
jako
wyróżniający element krajobrazu. Widać ją z daleka. Nie ma osoby, która
by nie
zwróciła na jurtę uwagi, przejeżdżając drogą wzdłuż ogrodzenia.
Przy stajni
Orlik
wybudował kilka osobnych kojców dla psów. Ilość szczekających
czworonogów
wzrosła na ranczo niemiłosiernie. Każdy ma
osobowość, każdy
jest niepowtarzalny. Również niemal każdy z nich ma za sobą
wstrząsającą
historię zaniedbania i porzucenia. Tutaj kilkanaście psów znalazło
swoją
przystań. Ale ciągle napływają nowe… Ranczo pęka w szwach.
Ewa Marynowska
|
| |
|
| |
| 30.
sierpnia
2009 - GOŚĆ Z (DOŚĆ) DALEKA |
Dwa
tygodnie sierpnia spędziliśmy w bardzo miłym towarzystwie, odwiedziła
nas bowiem Dominika z Brukseli. Pilnie i w skupieniu zgłębiała tajniki
pracy z ziemi (głównie w towarzystwie El Bimbo zwanego Bimbusiem) oraz
jeździectwa na grzbietach Hrabala i Malowanego. Pracowicie też
rozpuszczała nasze psy i koty, w czym osiągnęła zdumiewające rezultaty
:-)
Dużo dyskutowaliśmy na temat jeździectwa w Belgii i w Polsce,a
także opieki nad bezdomnymi zwierzakami. Hmm, pod tym ostatnim względem
jesteśmy mocno z tyłu za Belgami. Za to Dominika u nas poraz pierwszy
jadła BÓB! Cóż, co kraj to obyczaj... Poniżej kilka zdjęć
zrobionych przez Dominikę, która zapowiada, że się pojawi w przyszłym
roku. Pozdrawiamy! |
| |
|


 |
| |
|
| |
8. maja
2009 - STAWIAMY JURTĘ!
Dzisiaj
rano mieliśmy "najazd mongolski": grupa 7 Mongołów zaprzyjaźnionych z
animatorem szlaku jurt, Witkiem Fedorowiczem, pojawiła się, aby nas
wspomóc w stawianiu jurty. Podobno trzy kobiety mongolskie stawiają
taki namiot w ciągu godziny - nam zajęło to nieco dłużej, bo większość
naszych gości znała jurty ... jedynie z dzieciństwa. Potem odbył się
wspólny grill oraz odpędzanie wszelkich złych duchów za pomocą
oryginalnego mongolskiego bębna.
|

|
|
Wnętrze
jurty ma niepowtarzalną atmosferę - po napaleniu w piecu było
tam ciepło, ale nie duszno, pachniało drzewem. Zapraszamy
wszystkich Gości do korzystania z tego oryginalnego noclegu...
noclegi
/ szlak jurt
/ o jurtach |
|
8. maja
2009 - PRZYBYWAJĄ GOŚCIE
Korzystając
z długiego weekendu przybyła do nas zaprzyjaźniona grupa turystów
konnych - Ewa, Agnieszka, Krzysztof i Boguś. To już kolejna ich wizyta
w naszych progach. Jak zwykle sprawili nam ogromną przyjemność swoim
pobytem. Pojeździliśmy wspólnie konno, wiedliśmy długie rozmowy o
sprawach jeździeckich i nie tylko, a także zebraliśmy
pierwsze recenzje na temat spania w jurcie. Chyba połknęli
"mongolskiego bakcyla" :-)
Zapraszamy do zapoznania się z reportażu Ewy z pobytu w Szinuku:
http://wwr.com.pl/sport/reportaze/Majowka_w_Szinuk_Ranch.html
Strona Ewy, Agnieszki, Krzysia i Bogdana:
http://www.turystykakonna.net/
|
|
7. maja
2009 - NOWA STRONA SZINUKA
Witamy na
nowej stronie internetowej Stajni
SZINUK.
Strona zawiera wiele zmian w stosunku do poprzedniej - tak,
jak zmienił się z czasem profil naszej działaności. Nasze nowe pomysły,
nowe zainteresowania i nowe podejście do spraw jeździectwa mają
odzwierciedlenie w naszej stronie. Nie zmienia się nigdy jedno. Nasza
pasja - KONIE.
|
 |
|